[ten post powstał we współpracy z Kamelią – na jej blogu znajdziesz więcej zdjęć relacjonujących zebranie Wielkiej Rady]

Wielki Mag Persival przemówił:
– Zapewne zastanawiacie się, dlaczego obudziłem Pradawne Moce i wezwałem was na Radę. Być może uznaliście użycie Palantirów za nierozsądne, lub wręcz nieodpowiedzialne. Pozwólcie mi wyjaśnić.
Zniszczono siedzibę Górskiego Klanu z Àirdean Mòra.Wiem, że ta tragedia niekoniecznie musi was interesować. W naszym świecie co chwilę zdarzają się dramatyczne wydarzenia. Wiem również, że Pradawne konsekwentnie trzymają się z daleka od spraw Ludzi, a i my – Magowie, czasami nie mamy ochoty angażować się w ich konflikty. Ale ta tragedia jest inna. I uważam, że jesteśmy za nią w pewnym stopniu odpowiedzialni. W Skalistych Górach użyto Czarnej Pożogi. Dobrze wiecie, że mógł jej użyć tylko Czarny Mag, zdolny do posługiwania się Pradawną Mocą. Jedyny znany nam Mag, spełniający powyższe warunki, został przed laty pozbawiony swojej mocy i uwięziony w Dùn Mallaichte. A jednak KTOŚ to zrobił. I musimy się dowiedzieć KTO i W JAKI SPOSÓB. Czy nam się to podoba, czy nie. Nie wierzę w to, że potężny Mag zniszczył górską osadę, przy użyciu jednego z najpotężniejszych niszczących zaklęć, bez powodu. Uważam, że to była próba. Skoro się powiodła – następnym jego celem może być każde z nas.

Głos Wielkiego Maga, rozbrzmiewający w czterech miejscach oddalonych od siebie o wiele dni drogi tak, jakby stał tuż obok, zamarł. Zapadła głucha cisza. Jeśli Persival mówił prawdę – a niestety nic nie wskazywało na to, aby się mylił – wieści były tak przerażające, a równocześnie nieprawdopodobne, że wszystkim zgromadzonym dzięki mocy Smoczej Krwi odjęło mowę.

Wtem rozbrzmiały przekleństwa. Choć Rei użyła Starej Mowy w najbardziej zapomnianym dialekcie, wszyscy dobrze wyłapali coś o bękarcim pomiocie trolli i nieprzyzwoitym prowadzeniu się ich matek, babek i prababek. A także smoczym łajnie. Pradawna klęła na czym świat stoi. W końcu porzuciła Starą Mowę i zapytała, już spokojnym głosem:
– Czarna Pożoga? Jesteś pewien, Persivalu?
– Jestem pewien. Moira tam była. Widziała na własne oczy. 
– I ja to poczułam – dodała nagle Aranel. – To prawda. Pożoga zebrała żniwo.
– Wiedziałaś o tym? O Pożodze?! – zawołała Aldara oburzona, pomijając wszelkie uprzejmości wobec Pradawnej. 

Zapadła ciężka cisza. 

Nie doczekawszy się odpowiedzi, Aldara powtórzyła pytanie, cedząc przez zęby:
– Pradawna Aranel. Wiedziałaś, że ktoś użył Pożogi do wybicia całego Klanu i nie uznałaś za stosowne podzielić się tą informacją z nami? Z kimkolwiek?

Odpowiedziała jej cisza, która przerwało dopiero ciche przekleństwo rzucone przez Persivala.

– Aldaro. Niestety masz rację z tym, że wszyscy członkowie Klanu nie żyją. Prawie wszyscy. Zmarł również Rivald, który był Głową Górskiego Klanu. Ocalała tylko jego córka Astrid i kilku górali, którzy wraz z nią byli poza osadą. Teraz ona jest przywódczynią.
– Czy wy w ogóle wiecie, co to oznacza? Nie zdajecie sobie sprawy z powagi sytuacji! – Aldara nie zdołała powstrzymać okrzyku.
– O czym ty mówisz? – wykrztusił Ragnvald wciąż oszołomiony po wszystkim, co usłyszeli.
– Jak to, o czym? To całkiem zmienia układ sił.
– Skąd wiesz?
– Jak to skąd? Nie płacę moim wywiadowcom za lenistwo. Muszę wiedzieć, co się dzieje. Jeśli tak się sprawy mają, to Równiny są w tej chwili słabsze niż kiedykolwiek.
– A czy to jest w tej chwili ważne? – Ragnvald uniósł brwi zdziwiony.
– Oczywiście! – Aldara popatrzyła na niego z naganą. – Praktycznie cały klan zniknął z powierzchni ziemi. Teraz wiem, że to Pożoga nie oszczędziła nikogo, kto był w osadzie. To przecież oni trzymali w ryzach tamtą okolicę, temperując zapędy Kislenaarczyków. Kto będzie teraz bronił granicy? W dodatku to już drugi Klan, który ma tak młodego i niedoświadczonego przywódcę. Skoro Astrid została sierotą… Czy ty nie rozumiesz, że ona jest teraz jedną z Pięciu? A ma wokół siebie niedobitków, nie ma miejsca do przezimowania i nie ma zapasów. Co  więcej, sąsiedni Klan z pogranicza też ma nowego wodza, Gunnara, który jest raptem ze dwa lata starszy od Astrid. Dwóch nieopierzonych przywódców, którzy mają rządzić niepokornymi Jeźdźcami… W świetle tego, co właśnie powiedział Persival, to katastrofa!

Ragnvald patrzył na nią ze zdumieniem.
– No co? – fuknęła.
– Przypomnij mi, żeby już nigdy nie wątpił w przydatność Twoich szpicli…
– Wywiadowców! – warknęła.

Lady Aldara ma rację – nagle rozbrzmiał męski głos. – Mówiłem Osvaldowi, żeby zaczął zwracać uwagę na niepokoje przy granicy. Niestety mój brat zignorował to, zakładając, że to kolejne rozgrywki klanowe. Teraz zastanawiam się, czy to faktycznie była jego decyzja…
– Co masz na myśli, Dunstanie? – Ragnvald pierwszy rozpoznał głos dochodzący z kamiennej kuli.
– Osvald był zawsze dosyć rozsądny, jak na króla – westchnął uzdrowiciel. – Ostatnio jednak jego zachowanie było dziwne. Nie poświęcał zbytnio uwagi sprawom królestwa. Stał się obojętny, odległy. Nie pozwalał mi się jednak zbadać, bagatelizując wszystko. Jednak kilka decyzji, które podjął zadziwiły wszystkich, między innymi to, żeby zostawić Klany samym sobie. 
– W takim razie musisz zignorować życzenie swojego króla i jednak go zbadać. Siłą, jeśli będzie trzeba – ponuro powiedział Persival. – Sprawdź, czy nie ma przy sobie czegoś, co wygląda jak talizman. W zeszłym roku zostałem otumaniony przy pomocy Smoczej Krwi i o mało nie doprowadziłem Gleanuaine do ruiny.
– Ty? – Dunstan był wstrząśnięty.
– Ja – grobowym głosem przyznał Persival. – Kiedy zachowanie Osvalda się zmieniło?
– Myślę, że mniej więcej od miesiąca… Może trochę dłużej – Sunneva włączyła się do rozmowy. 
– To jeszcze nie powinno być trwałych skutków – pocieszył ich Persival. – Powinniście mu pomóc.
– Persivalu – głos Rei był niczym lodowaty górski strumień. – A może oświeciłbyś nas, kto podrzucił ci tą Smoczą Krew?
– Arnold – powiedział krótko Wielki Mag. 
– Ten żałosny książę?! – Pradawna o mało się nie zapowietrzyła. – Myślałam, że ten problem dawno został rozwiązany!
– Jak to w ogóle możliwe?! – Rei była wściekła. – On nie ma takiej mocy! Skąd wziął artefakt?
– Tego nie wiem – przyznał niechętnie Persival. – Może ktoś mu pomógł?  Może ktoś złamał Pieczęć?
– Niemożliwe! – równocześnie wykrzyknęły Rei i Biała Pani.

To się w ogóle nie powinno stać. Włożyli tyle wysiłku, aby zapieczętować zło w Fortecy. Czyżby osłony osłabły? Minęło tyle czasu… Ale nie! Nie powinny. 

Cisza, która znów zapadła, dzwoniła w uszach. Wszyscy przyswajali nawał wieści. Persival znów był tym, który przerwał zaczynające już ciążyć milczenie.

– Wizja przyszłości jest niepewna. I przez to przerażająca. Jeśli choć połowa naszych podejrzeń jest prawdziwa, czekają nas bardzo ciężkie chwile. Nas wszystkich. Musimy jednak znać prawdę. Dlatego was wszystkich wezwałem i dlatego zdecydowałem się użyć Palantirów – zawiesił głos. Odetchnął głęboko i mocnym głosem wyrzekł słowa, których wszyscy się obawiali. – Trzeba sprawdzić Pieczęcie chroniące dostępu do Przeklętej Fortecy. I niestety my musimy to zrobić, bo na miejscu nie ma nikogo, kto mógłby się tego podjąć. Co do samych Wyżyn… Sytuacja jest w miarę stabilna. Córce Rivalda udało się dotrzeć do Starej Tawerny. Duke Arandagor pospieszył im z pomocą. Z tego co wiem, bez problemu powinni przetrwać zimę. A jeśli Astrid choć trochę jest taka, jak słyszałem, to będzie ze swoimi ludźmi mieć oko na pogranicze. Tylko, tak jak mówiłem, to nie rozwiązuje problemu z Przeklętą Fortecą.

Po raz kolejny nikt się nie odezwał.

Tym razem Rei była tą, która przemówiła, przerywając ciszę, która drażniła ją na równi z całą tą sytuacją.
– Tę decyzję musi podjąć cała Rada. Persivalu, rozumiem, dlaczego użyłeś Smoczej Krwi i zdecydowałeś się na Wezwanie… Teraz rozumiem. To była słuszna decyzja. Masz moją zgodę. 
– Moją również – Sunneva nie wahała się ani chwili. Wiele rzeczy nabrało teraz sensu i wiedziała, że sprawdzenie Fortecy jest konieczne. A od tego, co tam zastaną, będzie zależało bardzo wiele. – Nie ma innego sposobu, aby sprawdzić, kto za tym wszystkim stoi. Razem z Dunstanem zajmiemy się też królem Osvaldem. Teraz jestem pewna, że jego obojętność nie jest przypadkowa.- Oczywiście, że trzeba sprawdzić Pieczęcie – Aldara powiedziała kategorycznie. – Jeśli zostały złamane… 
– Jeśli zostały złamane, czeka nas wojna – Ragnvald usiadł ciężko na krześle obok Aldary.Do Dùn Mallaichte nie wejdzie zwykły człowiek. Nawet jeśli Pieczęć została złamana, cała Forteca jest obłożona tyloma zaklęciami, że… – westchnął Persival. – Musimy znaleźć kogoś, kto poradzi sobie z tą magią. Poza tym jest zima. Nikt tam nie dotrze. Musimy zaczekać do wiosny.To prawda, nikt tam się teraz nie przedostanie – przytaknęła Sunneva. – Forteca jest w tej części gór, gdzie śnieg nigdy do końca nie topnieje. Choć w niższych partiach wciąż da się przejść, jeśli zna się ścieżki, tam nie dotrze żadna żywa istota.- Biała Pani – usłyszeli kąśliwy głos Rei. – Dalej nic nie powiedziałaś.
– Zgadzam się – powiedziała cicho Aranel. – Trzeba sprawdzić Fortecę. Zostawcie to mnie. Nie będziemy czekać do wiosny.
– Nikt tam nie dotrze! – zaprotestowała Aldara. – Śnieg i lód pokonają każdego, kto będzie próbował wspiąć się do fortecy. 
– Smoki nie potrzebują przetartych szlaków – powiedziała Pradawna.

CategoriesBez kategorii

Odkryj więcej z Wiedźmiświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *