Dziwny przypadek Persivala

Mijał czas. Lena zadomowiła się w Starej Chacie. Zaprzyjaźniła z mieszkańcami Starego Zamku. Po wyjeździe Glorii miała sporo pracy, bo poza mieszaniem mikstur i komponowaniem ziołowych mieszanek, zajmowała się również wiejskim szpitalem. Od czasu do czasu siadała nad księgami z Haroldem. Lubiła te dyskusje o eliksirach i mocy roślinnych wyciągów.

Ale od pewnego czasu prawie nie widywała ani Harolda, ani jego ojca, a bramy Zamku były zamknięte na głucho. Dlatego zdziwiła się spotykając Mistrza Eliksirów na łące, kiedy wybrała się po zapas rumianku.

– Haroldzie? Czy wszystko u was w porządku? – zapytała zaniepokojona. – Nie chcę się wtrącać, ale od dawna nikogo z was nie widuję…

Harold przystanął i niezbyt przytomnie rozejrzał się dokoła.
– Wybacz… Sam nie wiem, co się dzieje… Od jakiegoś czasu wszystko jest takie… dziwne… – odpowiedział z wysiłkiem.

Chwilę oboje milczeli, aż wreszcie Harold dodał:
– Mam wrażenie jakby… sam nie wiem… Pamiętam, że ojciec wszystkich wyrzucił z Zamku… A potem…

Lena uznała, że pora wziąć sprawę w swoje ręce.
– Pomożesz mi z tymi ziołami? Sporo dziś uzbierałam. A w Chacie mam pewien napar, który może ci pomóc odzyskać pamięć…


– Jeśli te ziółka ci nie pomogą, to naprawdę nie wiem… – Lena mamrotała pod nosem. Naprawdę była zaniepokojona. Może i Harold był odludkiem, ale zaniki pamięci? Coś tu nie pasowało.

Ziółka były ohydne, lecz zamroczony Harold słowem nie zaprotestował i wypił je duszkiem.

– Co tu się dzieje? – zapytał zdezorientowany.
– Właśnie próbuję się dowiedzieć – westchnęła Lena. – Przyznasz, że to wszystko nie jest normalne… Muszę zobaczyć Persivala. Spróbuj wyciągnąć go jutro z domu. W południe. Spotkajmy się przy głazie.


Następnego dnia spotkali się przy głazie. Persival nie dość, że nie rozpoznał Leny, to na dodatek nie do końca chyba wiedział, że się znajdują. A w pewnej chwili błyskawicznie wspiął się na głaz.

– Ojcze!!! – Harold był przerażony. – On chyba oszalał! Nigdy tak się nie zachowywał!

Zanim zdążyli zareagować, Persival poślizgnął się na mokrym kamieniu, stracił równowagę i runął w dół. Harold błyskawicznie sięgnął po różdżkę i w ostatniej chwili złagodził upadek. Kiedy podbiegli do leżącego bez znaku życia Persivala, Lena dostrzegła coś, co upadło obok niego.

– Co to jest?
– Wygląda jak talizman… – zawahał się Harold. – Nigdy tego u ojca nie widziałem… Dziwny…
– Chyba nie zadziałał… Czekaj! Przecież to jest…
– SMOCZA KREW??? Skąd u licha on wziął Smoczą Krew???
– Raczej nie znalazł jej pod płotem… – parsknęła Lena. – Ktoś mu chciał zaszkodzić. Tylko kto? I jak go przekonał, że to jest TALIZMAN?

Harold zamyślił się.
– Arnold. Był tu na wiosnę. Potem ojciec zaczął tracić rozum.
– To ma sens! – wykrzyknęła Lena. – Persival nosił ten… talizman… i oszalał. Ty byłeś ciągle w pobliżu, więc na ciebie też rzucał urok!
– Ojciec wyrzucił całą służbę z Zamku… – Haroldowi wracała zdolność myślenia.
– I nikt nie zauważył, że coś jest nie tak… – dokończyła Lena.

Persivalowi udało się podnieść. Mocno oszołomiony pozwolił się prowadzić w stronę Zamku.
– Umiesz zrobić antidotum? – spytała cicho Lena.
– Oczywiście, że umiem. Jak już wiem, na co… Tylko to potrwa. Formuła jest skomplikowana i nie mam wszystkich składników. Z niektórymi może być problem… No i nie jestem pewien, czy mój mózg działa prawidłowo.
– Pomogę ci. Przecież jestem Zielarką. Trochę się znam na recepturach. Maggie i Gary mają być tu za kilka dni. Może przywiozą brakujące składniki?

CategoriesBez kategorii

Odkryj więcej z Wiedźmiświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *