Skrzypnęły dawno nieotwierane drzwi. Odziana w czerń Wiedźma ostrożnie pchnęła je i weszła do środka.
– I jak? – Astrid niepewnie wsadziła głowę do sali. – Myślisz, że wszystko w porządku?
Moira rozejrzała się wokół.
– Na to wygląda.
– Ale sprawdzisz, czy tu jest bezpiecznie? – upewniała się dziewczyna.
– Oczywiście, że sprawdzę. Ale nie było tu żywej duszy przez dwadzieścia lat. Gdyby ta zaraza miała przetrwać, musiałaby się żywić powietrzem. I kurzem.
Wiedźma stanęła pośrodku sali i wypowiadając zaklęcia kreśliła powietrzu Znaki.
– Możemy wchodzić – odezwała się po chwili. – Strasznie tu brudno, ale po zarazie nie ma śladu.
– Wreszcie pod dachem – westchnęła z ulgą Astrid.
– W domu, kochanie. To teraz jest nasz dom.







Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
