Kapitan patrzył na mapę, chociaż znał ją na pamięć. Zachowywał spokój, choć targały nim gwałtowne emocje. Rivald – przywódca Górskiego Klanu, był jego serdecznym przyjacielem. I szwagrem. Poślubili przed laty siostry, a potem obaj zostali z osieroconymi przez matki córkami. Teraz Rivald nie żył i – według pospiesznie napisanego przez Astrid listu – zginął w dziwnych okolicznościach. A jego córka zmierzała z ocalałymi ludźmi na wybrzeże… Co tam się stało?!

Był dumny z Astrid. Zawsze była narwana, jakby rekompensując ojcu brak syna… Byłby z niej teraz dumny… Prowadząc ludzi do Starej Tawerny daje im szansę na przetrwanie zimy. W górach zginęliby po pierwszych lodowych śnieżycach. Nad morzem zimy są łagodniejsze. No i da się tam dopłynąć statkiem… Mądra dziewczyna…

Te rozważania przerwał donośny głos.
– Eryku? – Arandagora nie można było pomylić z nikim innym. – Ruszamy? Sharky skończył załadunek. Nie udało się ściągnąć owiec z zimowisk, doślemy je wiosną, ale teraz trzeba ruszać w drogę. Oni muszą być skrajnie wyczerpani… O ile dotarli na miejsce… – mruknął niechętnie.

Kapitan Eryk słuchał tego przemówienia z narastającym zdziwieniem.
– Jak to RUSZAMY?
– Co za głupie pytanie – żachnął się Arandagor. – To chyba oczywiste. Płynę z tobą. Muszę się dowiedzieć, co tam się stało. Nie sądzę, aby Astrid nam zdała relację na piśmie. Poza tym… może trzeba będzie podjąć jakieś decyzje… – westchnął ciężko. – Dziewczyna jest teraz Jedną z Pięciorga… Zbyt wcześnie… Może potrzebować wsparcia…

Arandagor był również Jednym z Pięciorga. Głową Klanu. Àirdean Mòra zamieszkiwało pięć Klanów. Niezależnych, dzielących terytorium według odwiecznych zasad. Obowiązywał ich Pakt wzajemnego szacunku i spieszenia z wzajemną pomocą. Na Wyżynach wszyscy byli sobie równi i nikogo nie dziwiła kobieta w roli przywódcy, ale dotychczas na nikogo ten zaszczyt nie spadł w tak młodym wieku.

W drzwiach pojawił się Sharky.
– Gotowe.
– Zatem w drogę – Eryk zgarnął mapę i poprawił płaszcz. Zapowiadało się dość wietrznie. Całe szczęście, że zaopatrzył się w nowe buty i ten płaszcz. – Dagor, masz wszystko?
– Mam, mam – klanowy wódz uśmiechnął się mimowolnie na dźwięk swojego przezwiska z dzieciństwa. – Ruszajmy.

Po czym wszyscy opuścili komnatę i pospiesznie ruszyli w stronę portu.

CategoriesBez kategorii

Odkryj więcej z Wiedźmiświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *