Ktoś tu knuje…

Ludzie Eryka skończyli rozładunek statku. Teraz ocaleli z Górskiego Klanu byli spokojni o przeżycie aż do wiosny. Pozostało jednak kilka pytań. I trudnych kwestii do rozwiązania.

Arandagor skorzystał z chwili, kiedy Astrid stała sama koło kominka.
– Astrid, moja droga… – zaczął niepewnie. – Wierzę, że świetnie sobie poradzisz, ale… pamiętaj o jednym: ufaj jedynie sobie.
I zanim zdążyła zareagować dodał:
– Każdy z nas ma kogoś zaufanego. Kapitan – Sharky’ego, ja – moje dziewczęta. Ale nigdy nie wiesz, co siedzi w cudzej głowie. Pamiętaj o tym.
– Moira jest jak matka dla mnie. A Etril prędzej by umarł, niż pozwolił mi zginąć. Mam do moich ludzi bezgraniczne zaufanie.
– Więc je ogranicz – uciął Arandagor. – Nie każę ci wszystkich podejrzewać, ale czasami ludzie skrywają tajemnice, o których nie wiesz.
Chciał coś jeszcze dodać, ale widząc zbliżającego się Eryka zamilkł.

– Moi ludzie są już na statku. Powinniśmy do nich dołączyć. Niebawem zaczną się zimowe szkwały – lepiej ich uniknąć.
– Wiesz, jak jestem ci wdzięczna, wuju?
– Daj spokój mała. Możesz być teraz przywódcą Klanu, ale dla mnie zawsze zostaniesz tą łobuziarą, co ze Stellą odstawiała psikusy – Eryk uśmiechnął się czule i odszedł w stronę baru, zatrzymując się na chwilę przy drzwiach.

– Porozmawiam z Magami – skinął głową. – Przekonam ich, żeby tu utworzyć Posterunek. W zaistniałej sytuacji byliby głupcami, gdyby odmówili.
– Coś nowego – prychnęła Vessa.
– Zrobię, co w mojej mocy – z naciskiem kontynuował Eryk. – Sytuacja się zmieniła. Ale mam do was prośbę: uważajcie na siebie. I na Astrid. Ona będzie próbowała udowodnić, że nadaje się na przywódcę. Może w tym entuzjazmie zabraknąć jej rozwagi.
– Będziemy w kontakcie. Te kruki pocztowe, które przywieźliście, bardzo nam się przydadzą.
– Jeśli mamy być punktem kontaktowym, przydałoby się ich więcej – warknęła Vessa. – I nalegam: Astrid i Arandagor MUSZĄ mieć wszystkie informacje. To jest ich ziemia. Magom nie wolno zatajać przed monarchami zagrożeń, jakim mogą musieć stawić czoła.

– Dziękujemy za pomoc – Vessa skłoniła lekko głowę przed Kapitanem i Arandagorem.
– Zrobilibyście to samo – Arandagor machnął ręką.
– Chyba nie – Vessa nie powstrzymała uśmiechu. – Nie mamy w górach statków.

Kapitan roześmiał się i zadeklarował wiosną kolejną pomoc, jeśli będzie potrzebna.

– Obawiam się, że nie pozwolimy wam tu tak spokojnie żyć. Wprawdzie szlaki opustoszały w tych czasach, ale trzeba mieć oko na pogranicze.
– Eryku, nie zawracaj pani głowy – wtrącił się Dagor. – To sprawy dla wojska. Ale… wojsko też chętnie skorzysta z dobrodziejstw dobrej tawerny – dodał pojednawczo widząc minę Vessy.

Vessa nie komentowała. Nie do niej należało ujawnienie prawdziwej roli Tawerny.

Tymczasem w drugim końcu sali Astrid słuchała zaniepokojonego Etrila.
– Coś knują – mruknął patrząc spode łba w stronę baru.
– Oczywiście, że knują – odpowiedziała mu cicho Astrid. – Niepokoiłabym się, gdyby nie knuli. To ich rola.

Patrzyła na rozmawiających ściszonymi głosami Kapitana, Arandagora i Vessę.
– Ciekawe skąd taka zażyłość między naszą karczmarką a Kapitanem… Nie sądziłam, że się wcześniej spotkali…Stary Dagor chyba nie do końca ma jej świadomość, bo próbuje być zabawny i rozładowywać atmosferę… No nic, my też będziemy mieli dla nich kilka nowości. Etril, zwołaj naszych do Tawerny.

– Kapitanie, jesteśmy gotowi – zameldował Sharky.
– No to ruszajmy – kapitan skinął głową.

W tym momencie usłyszeli stanowczy głos Astrid.

(ciąg dalszy nastąpi)

CategoriesBez kategorii

Odkryj więcej z Wiedźmiświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *