Jadąca na czele oddziału kobieta rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę pasma gór.
– Etril – rzuciła do jeźdźca obok. – Na dole rozbijemy obóz. Jeszcze jedna noc w tych górach i będzie po nas.
– Zimno. Ognisko nie wystarcza. – Młody mężczyzna mówił krótkimi zdaniami.
– Dlatego musimy jutro dotrzeć na miejsce. Wydaj dyspozycje ludziom. Najpierw konie. Potem obóz. Może zostało coś do jedzenia.
– Po drodze Oryks upolował jakieś króliki.
– O! – dziewczyna uśmiechnęła się. – Nie tracił czasu. No dobra, przyspieszmy, bo nas zmierzch zastanie na tym pustkowiu.
Martwiła się. Jej ludzie byli twardzi. Niejedno przeżyli. Ale ostatnie doświadczenia wszystkich złamały. Musieli jak najszybciej dotrzeć na wybrzeże, w górach nie przeżyją zimy. A zima goniła ich nieubłaganie. Znała góry. Oni wszyscy je znali. Tu przecież…
Nie, nie teraz. Będą o tym myśleć, kiedy znajdą bezpieczne schronienie. Żeby tylko Sokół odnalazł Kapitana… Żeby wiadomość dotarła na czas…
– Ruszamy! – wydała rozkaz i cała ekipa ruszyła kamienistą ścieżką w dół. Czas naglił. Czuli na karkach mroźny oddech zimy.





Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kim są ci ludzie?
Hm… Czas pokaże…