W tej części świata zima oznaczała śnieżne burze i zamiecie. Aż do wiosny nie było po co wystawiać nos za drzwi, ale za drzwiami toczyło się życie.
Jedna z dziewczyn zajęła się dostarczonymi przez Dagora skrzyniami. Była w nich zimowa odzież, którą trzeba było przerobić i dopasować.
– Ty naprawdę jesteś zdolna! – Vessa obracała się żeby obejrzeć nową suknię, a jej mina świadczyła o tym, że te oględziny wypadły bardzo dobrze. – Suknia Eloisy też niezwykle udana!
– Dziękuję, Vesso. Skończę jeszcze te kubraki i wezmę się za wasze fartuchy. Już mam je wycięte. Dobre tkaniny nam przywieźli. I dużo. Prawie skończyłam, a jeszcze nam mały zapas został.
Vessa była bardzo zadowolona. Ubrania, w których przybyli do Tawerny, nadawały się wyłącznie do wyrzucenia. Jedynie Astrid i jej wojacy byli przygotowani na długą podróż – reszta uciekinierów odziana była w zwykłe rzeczy, które nie wytrzymały zbyt dobrze trudów ucieczki. Ale Tessa świetnie sobie poradziła i teraz nikomu już nie groziło odmrożenia sobie tyłka.
Poza Valerią… Valeria konsekwentnie odmawiała przyjęcia ciepłej sukni, czy chociaż narzutki i z uporem szczękała zębami w swojej cieniutkiej sukience i równie mało imponującej pelerynce. Cóż… niewiele można było na to poradzić…
Vessa przerwała ponure rozmyślania i wróciła do kuchni. Miała do wykarmienia grupę głodomorów, a potrawka z upolowanego przez Oryksa królika powinna właśnie dojść.






Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
