Dziwny to był rok. A co gorsza: nie wiadomo było, w którą stronę potoczą się wydarzenia. Jednak po powrocie do normalnego życia, w święto Przesilenia Zimowego za Zamku zebrała się niemal cała rodzina Persivala. Brakowało jedynie Glorii, która została na święto w Akademii i syna Maggie i Garego, który od wielu lat mieszkał u ciotki. W tych czasach nikt przecież nie podróżował zimą.

– Jak co roku witam was na skromnej uczcie świątecznej… – Persival szykował się do przemowy. – O, Lena! Czekaliśmy na ciebie.
– Zechcesz zająć miejsce? – Harold poderwał się z nietypową u niego werwą i wskazał wchodzącej miejsce obok siebie.
– Dziękuję – Lena uśmiechnęła się nieco speszona.

Persival widząc, że wszyscy już są, kontynuował:
– Życzmy sobie, aby każdy dzień przynosił nam więcej światła…
– Metaforycznie? – Gary świetnie się bawił podczas tych prób przemowy.
– Realnie też by się przydało… – mruknęła Maggie.
Lecz Persival był w tak wyśmienitym humorze, że nic go nie mogło zgasić:
– Och, może być jedno i drugie przecież!
– Szczęśliwego Przesilenia! – krzyknęli wszyscy i przyłączyli się do toastu.

Nagle zamkowe drzwi trzasnęły z hukiem, a w progu Wielkiego Hallu stanęła ośnieżona postać.

– Przepraszam za najście, ale chyba nie mam wyjścia!
– STELLA???
– Wracałam z Ravenii. Najpierw most się zawalił. Czekaliśmy pół wieku na przeprawę. Jacyś idioci nas podjeżdżali. Że czarownic szukają, czy coś. No jakie bzdury, słowo daję… Moi chłopcy ich pogonili. Wreszcie udało nam się przeprawić przez rzekę. Ten człowiek chyba pierwszy raz od pradziadka prom wyciągnął. I tuż przed granicą dostaję kruka od ojca, że mam NIE WRACAĆ!!! Tylko jechać prosto tutaj! Czy wy coś z tego rozumiecie??? – dziewczyna nazwana „Stellą” energicznie zrzuciła śnieg z płaszcza i podeszła do stołu.
– Więcej, niż byśmy chcieli… – wymamrotała Maggie.
– Rozgrzej się przy ogniu. Zaraz ci podam trochę potrawki – kojąco rzucił Persival.
Stella przewróciła z zachwytem oczami:
– Ooo, potrawka Kordelii… Marzyłam o niej! Dajcie też coś chłopakom. Strasznie wymarzliśmy! Ten młody od Hectora zajął się końmi, ale moi chcieli wszystkiego sami dopilnować…
– Zaraz wezmę ich do czeladnej. Tam jest rozpalone. Tak samo w izbie nad stajnią. Nie martw się o swoich gwardzistów – powiedział Harold i pospiesznie wyszedł z Sali.

CategoriesBez kategorii

Odkryj więcej z Wiedźmiświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *