– Valerio, przestań się dąsać i posłuchaj – Moira z trudem zachowywała spokój. Nawet jej Valeria zaczynała działać na nerwy. – Musisz być gotowa przejąć część obowiązków, kiedy wyjadę. Najważniejsza jest ochrona Tawerny. Dobrze ci idą zaklęcia ochronne. Ale powinnaś poćwiczyć te lecznicze. Tak na wypadek, gdyby ktoś się przeziębił. Czy coś tam.
– To jest bez sensu! – Valeria niemal krzyczała, co zdarzało się jej niezmiernie rzadko. – Ja sobie nie poradzę! Dlaczego ona cię tam wysyła?!
Moira ciężko westchnęła i wróciła do wyjaśnień:
– Dlatego, że nikt inny nie dostanie się do Ainacary. Dobrze o tym wiesz.
– Jest zima! – Valeria próbowała wszystkich argumentów, jakie jej przychodziły na myśl.
– A my nie możemy czekać. Jeżeli wiosną zacznie się wojna, nie damy sobie rady. Musimy mieć wsparcie. A to może nam dać jedynie Biała Pani.
Tymczasem w innej części sali Tawerny Vessa z niechęcią przyznawała rację Astrid:
– Wiem, wiem… Jeśli ktoś ma szansę, to tylko Moira… Ale… nadal nie uważam zimy za najlepszy czas na takie wyprawy.
– Jako żołnierz, co byś zdecydowała? – Astrid stawiała proste pytania, na które niełatwo było odpowiedzieć.
– To samo – Vessa przyznała zrezygnowana. – Myślisz, że Valeria sobie poradzi z zaklęciami Tarczy?
– Nie mamy innego wyjścia, jak to sprawdzić – mruknęła Astrid. – Hej! Mamy tu ciebie, ćwierćwampira i gościa ze smoczym rodowodem! No i nie spodziewam się żadnych odwiedzin przed roztopami, więc jest szansa, że do tego czasu Moira sprowadzi nam ładny oddział Elfów do pomocy.
Vessa rzuciła okiem na siedzących za Astrid wojaków. Oczywiście nie przepuścili żadnego słowa z ich rozmowy, a ich miny świadczyły o tym, że chociaż też nie podoba im się pomysł wysłania klanowej Wiedźmy do siedziby Białej Pani, to gotowi są stawić czoła wszelkiemu ryzyku.
– Zatem postanowione. Dobrze przynajmniej, że może tam polecieć… Nie wyobrażam sobie podróży przez te śniegi…
– Tak, to jeden z plusów bycia zmiennokształtną Wiedźmą – zaśmiała się cicho Astrid. – Patrz, wrócili zwiadowcy! Siadajmy do wieczerzy. Kleją mi się oczy po tych dzisiejszych pracach… Ale dach już nie przecieka i można spać na piętrze! Zawsze jakiś sukces.
– Sukces – zgodziła się Vessa. – Oryks koszmarnie chrapie. Może Moira przywiezie z Ainacary jakieś ziółka na to chrapanie… albo zaklęcie… Muszę z nią o tym porozmawiać…








Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

🧙🏻♂️