Przekonanie Kordelii do powrotu nie było łatwym zadaniem. Maggie podejrzewała, że urażona duma zamkowej kucharki ustąpiła jej opiekuńczej naturze, kiedy dowiedziała się o znalezionej dziewczynce, którą się trzeba zająć. Wkrótce wróciła na Zamek, a wraz z nią jej mąż Rufus i syn Peter.
Nadchodziła jesień, więc wszyscy rzucili się do pracy, żeby posprzątać, co się da, zanim nadejdą szarugi. Gary, pod nieobecność Hectora, objeżdżał wsie i robił przegląd zapasów na zimę. Maggie wraz z Kordelią walczyły z ogołoconymi w dziwny sposób zamkowymi komnatami i korytarzami, a Harold usiłował zabezpieczyć okna i odetkać kominy. Zrobiło się tak zimno, że bez uruchomienia palenisk nie dało się w tych kamiennych murach wytrzymać.



Gary przyniósł z kuchni jakieś naczynia i kociołek z parującą zawartością.
– Przyniosłem wam coś ciepłego.
– Co to jest? – Maggie nieufnie spojrzała na męża.
– Kubki. Chyba. Niczego innego nie ma w kuchni. Kordelia się wścieka, bo półki są połamane, a na ziemi leżą sterty skorup.
– Nie, to w środku… – zastanawiała się Lena.
– A, w środku… Grzane wino… Kordelia zrobiła cały kociołek… Może wszyscy pójdziemy do kuchni, bo tam jest jeden, jedyny, działający komin…




Harold bezskutecznie walczył z kominkiem w Wielkiej Sali
– Przypominam, że nie jestem kominiarzem. Tylko alchemikiem. A nie kominiarzem. Robię, co w mojej mocy.
– Hector robił coś chyba z miotłą… – zasugerował Persival.
– Nie sądzę, ojcze… – mruknął Harold, ale szturchnął kijem miotły w górę komina.
Komnatę spowiła chmura kurzu i… gruz.
– Skąd tam się wziął gruz, na litość… – Persival kaszlał, aż mu brakło tchu.
– Jeszcze jedna zagadka. Arnoldowa.




Gary przy pomocy stajennego znalazł w zawalonej części Zamku stół i ławę.
– Ostrożnie, ostrożnie, bardziej w lewo… to drugie lewo!!! I do przodu! – Persival kierował Garym i Haroldem.
– TO. JEST. CIĘŻKIE. – sapał z pretensją Gary.
– E tam ciężkie, panie. Drewno nie kamień. – zaśmiał się chłopak stajenny.
– Roco, zamknij się, bo jak to postawię… – warknął Harold.
– O to mi chodziło! Idealnie! – entuzjastycznie przerwał im Persival.
Harold rozejrzał się po w miarę ogarniętej komnacie i zapragnął odpocząć.
– Ja bym tu przyniósł parę książek…
– Tylko coś normalnego do czytania poproszę! Nie te twoje alchemiczne elaboraty! – Persival pogroził mu palcem.



Kiedy usiedli przy rozpalonym w kominku ogniu, zza zamkowych okien słychać było wycie wiatru na wrzosowiskach oraz uderzające w szyby ciężkie krople deszczu.
– Ooo, teraz rozumiem! – Gary wyciągnął nogi do ognia.
– Haroldzie, dobra robota! – Persival z zadowoleniem ogrzewał dłonie. – I patrzcie, nawet moja Sowa wróciła!
– Coś podobnego… Zasłużyłem na pochwałę… – Harold nie krył zdziwienia. – Zapisać to gdzieś. Ku pamięci.
– Co tam mamroczesz pod nosem? A może byśmy posłali do kuchni po resztę tego grzańca?



Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
