Harold mozolnie przeszukiwał Zamek. Może jeszcze coś się nada do użytku? Nie mógł uwierzyć w to, że wszystko zniknęło i to niemal na ich oczach. W jednej z komnat na samej górze wieży porozrzucane były obrazy.
– Och, widzę, że znalazłeś stary portret Ciotki Elaine! Moja siostra byłaby zachwycona… – uśmiechnął się Persival.
– Miałeś jakieś wieści?
– Żadnych. Zakazałem Hectorowi wysyłać pocztę. Nie mogę skorzystać z żadnych innych źródeł, dopóki nie wiemy, co się dzieje z Arnoldem. To czekanie jest zabójcze.
Według obliczeń Persivala, Hector z Kapitanem powinni już dawno dotrzeć do Korundii. Być może wszystko było w porządku i za jakiś czas po prostu pojawią się z powrotem w Dolinie. Ale Persivala męczyło przeczucie, że nie wszystko jest w porządku. A niemożność sprawdzenia sytuacji tylko pogarszała jego nastrój.
W oczekiwaniu na wieści zajęli się codziennymi sprawami. Pogoda coraz bardziej dawała im się we znaki i, jak wszyscy w Dolinie, wychodzili na zewnątrz tylko jeśli to było potrzebne. Tu jesień przychodziła szybko i jeszcze szybciej zamykała ludzi w domach. Najważniejszymi dobrami były teraz: pełna spiżarnia i działające kominy.
Zamek pozostawał dla nich wielką zagadką. Nie mogli niemal niczego znaleźć. Albo znajdowali rzeczy w zupełnie niespodziewanych miejscach. Na przykład w komnacie na szczycie wieży albo w zrujnowanym Starym Skrzydle. Nikt zresztą nie wiedział, dlaczego dach nad tą częścią Zamku zapadł się, a znajdujące się wewnątrz sprzęty zniknęły.
Po pospiesznych pracach, Haroldowi udało się doprowadzić do jako takiego porządku Główną Salę i trzy komnaty sypialne. Kuchnię Kordelii trzeba było przenieść do dawnej kuchni czeladnej. W najlepszym stanie zachowały się stajnie i znajdujące się nad nimi pokoje zamkowej gwardii.
Nic to. Jakoś tę zimę przetrwają. A wiosną wezmą się za resztę porządków. W Wielkiej Sali było ciepło i przytulnie. Humor psuły im jedynie rozmyślania o losie Elaine i obawy, czy Hectorowi uda się bezpiecznie wrócić do Doliny. Tymczasem spędzali czas na rozmowach, grali w szachy, albo czytali księgi.
Ten spokój przerwało nagłe wtargnięcie Persivala, z rozwianym włosem, księgami pod pachą, wymachując ego różdżką na wszystkie strony.
– MAM! WIEM, DLACZEGO WSZYSTKO ZNIKNĘŁO!!!
– Ojcze? – Harold spojrzał na niego pytająco.
– Ten szczur rzucił bączka!
– Przestań machać tą różdżką! Bo za chwilę narobisz nam kłopotów! – próbował przebić się przez krzyki ojca Harold.
– Jakiego znów bączka? – Gary zaniemówił ze zdziwienia. – Dobrze się czujesz?
Persival z rozmachem usiadł na ławie:
– Och, wszystko ze mną w porządku. Jest takie zaklęcie, urok właściwie. Niewymawialne. Nazywaliśmy je bączkiem, bo zmiata wszystko, albo rozrzuca. Jest zakazane i ma namiar. Ale namiar chyba nie działa. Naprawdę nie wiem, dlaczego zlikwidowali dawną Radę Czarodziejów. No i to musiało być właśnie TO!!! Oszałamia, więc służba nie zareagowała, jak była wyrzucana z Zamku! Resztę zrobił antyamulet.




TO mogło mieć sens, gdyby nie fakt, że Zamku strzegła Starożytna Magia i nie można było w nim ot tak użyć sobie niszczącego zaklęcia.
– Ale jak Arnold obszedł zabezpieczenia?! – Harold spojrzał zdumiony na Garego.
– Coś mi się wydaje, że nie tracił czasu w tym lochu…
– Wieży – poprawił Persival. – On siedział w wieży. Nieważne. Znajdę odpowiedź. Ale przynajmniej wiemy, co tu się wydarzyło. Zaraz pozdejmuję te pajęczyny z murów Zamku… Jak śmiał! Ja mu się odwdzięczę…
I wielce wzburzony wyszedł z Sali, zdejmować urok z reszty Zamku.
Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
