W Starym Zamku

Persival rozglądał się zdumiony:
– Dlaczego tu nikogo nie ma??? Cały Zamek pusty?!
– Po wyjeździe Glorii wszystkich wyrzuciłeś – „uprzejmie” przypomniał Harold.
– Niczego nie pamiętam… – Persival wyglądał na zupełnie zagubionego.
– Ja też mam z tym problemy… – ton Harolda złagodniał. – Kazałeś się wszystkim wynosić. Zostałem tylko ja i stajenny. Bo akurat poszedł po konie na pastwisko.

Faktycznie. Stary Zamek wyglądał jak porzucona przed laty siedziba – brakowało jedynie rozrośniętego bluszczu i kolczastych krzewów. Zniknęła służba, zapasy żywności i większość mebli. Trudno powiedzieć, jak Persival i Harold radzili sobie przez ostatnie miesiące. Teraz, kiedy „talizman” przestał działać, z przerażeniem odkrywali dziwną pustkę.

Persival był wściekły.
– Dorwę tego szczura!
– Najpierw dowiedzmy się, co knuje. Zamach na ciebie oznacza coś dużego… Musiał mieć powód, żeby nas unieszkodliwić.
– Myślałem, że pojechał do mnichów… Tak mówił. Że zrozumiał i resztę życia spędzi w odosobnieniu na filozoficznych rozmyślaniach…

Harold ciężko westchnął.
– Sam widzisz, ojcze, że coś tu… jest nie tak.
– Nazwijmy to po imieniu, Haroldzie: coś tu śmierdzi! I gdzie jest Hector?! Hectora też wyrzuciłem??? Dał się???
– Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że w pewnej chwili wszystko jakby przygasło. Potem kojarzę zawalony sufit w Starym Skrzydle i tę pustkę.

Persival chodził po zamku i nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Jakaś dziwna siła wymiotła stąd ludzi i sprzęty. Niczego nie mógł znaleźć i nic nie pamiętał. Z pomocą Leny odzyskiwał siły, ale nieprawdopodobnie irytowało go położenie, w którym się znaleźli.

Wkrótce na Zamek zjechali Maggie i Gary. Wspólnie próbowali rozszyfrować tę zagadkową sytuację.

– Czyli Arnold wrócił – odezwał się Gary po chwili. – Nie porzucił zemsty.
– Chyba nie wierzyłeś w jego przysięgi? – spytała Maggie z niedowierzaniem.
– Przysięgi, przysięgi… – wymamrotał Persival. – Nie mogę zrozumieć, jak dałem mu się podejść! I czym on tu rzucił?! Przecież Zamek chroniony jest… – urwał patrząc na Lenę.

Wszyscy zamilkli i dopiero po chwili odezwał się Harold:
– Skoro Lenie zawdzięczamy uwolnienie się od antyamuletu, to chyba powinniśmy jej powiedzieć o Tarczy, nie sądzisz?
– Nasza Dolina jest chroniona starożytną Magią – westchnął Persival. – Nie można tu wedrzeć się siłą. Każde wojsko, które spróbuje przekroczyć Las lub Rzekę, zostanie zniszczone. To jedyne takie miejsce i Arnold o tym wie. Jeśli chce odzyskać tron Ravenii i zemścić się na bracie, mógłby tu założyć obóz i z niego rządzić światem.
– No i ma niedokończone porachunki z tobą – dodał Gary.
– No i ma niedokończone porachunki… – zgodził się Persival.

Harold spojrzał na Lenę i wyjaśnił:
– Ojciec pomógł go pokonać, gdy ruszył z kinslenaarskim wojskiem na Korundię…

Lena siedziała w milczeniu i tylko jej oczy robiły się coraz większe.
– Mówicie o…
– Tak – cicho odpowiedziała Maggie. – O wojnie. Jeśli Arnold próbował rzucić jakąś klątwę na Persivala, może to oznaczać…
– Że wrócił do gry? – zapytał Gary. – Mało prawdopodobne.

Lena zastanawiała się nad czymś i kiedy się odezwała, jej głos brzmiał niespodziewanie twardo:
– Wręcz przeciwnie. Wrócił. I myślę, że o wiele wcześniej, niż myślicie.

Zebrani w zrujnowanej Sali mieszkańcy Zamku spojrzeli na nią zaskoczeni.

– Wiecie dlaczego uciekałam przez Las zimą? – zapytała Lena patrząc w dal. – W mojej wsi zaczęły się prześladowania Magicznych. I to nie jakieś tam złośliwości. Mówię o mordowaniu każdego, kto miał jakiś związek z Magią. Kiedy spalili moją Zielarnię, nie miałam na co czekać. Nikogo tam nie zostawiłam. Po prostu wiedziałam, że jeśli chcę przeżyć, muszę uciekać do świata, w którym będę bezpieczna. Za Lasem.

Patrzyli skamieniali.

– Więc to prawda? – Persival wypuścił głośno powietrze. – Chodziły takie słuchy… że pojawiają się bojówki… Ale nikt z nas nie ma pojęcia, co się dzieje w Kinslenaarze…
– Jak to? – zdziwił się Gary. – Przecież Hector miał tam robić rekonesans! Wysłałeś go do Dùnbeinne! Wiosną, zaraz po roztopach!

Persival spojrzał w kierunku Garego z nagłym przebłyskiem:
– TO MA SENS! – zawołał. – Gloria wyjechała. Hector pojechał do Fortu. Zostaliśmy tylko my i służba. Ależ miał farta, ten szczur cholerny! Tylko czym nas załatwił?! Bo sam antyamulet to za mało, żeby tu wyrządzić takie szkody…
– Dowiemy się – mruknął Harold. – Musimy się dowiedzieć, bo to zaczyna wyglądać na powrót Arnolda. A to bardzo źle prorokuje.

CategoriesBez kategorii

Odkryj więcej z Wiedźmiświat

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *