Poczuła powiew lodowatego wiatru. „Chyba las się kończy.” – pomyślała. – „Wśród drzew tak nie wiało.” Miała za sobą długą drogę. Od wielu dni nie bała się pogoni, ale wędrowała resztką sił i jedyną jej nadzieją było dotarcie do jakiejś osady. Tyle razy myliła drogę… Jakby leśne trakty zwodziły ją nieustannie. „Jeszcze tylko kilka mil… Chyba widzę światła w oddali… Muszę usiąść… Tylko na chwilę…”.
Nadchodził wieczór. Maggie i Gary kończyli przygotowania do podróży. Na ogół wyruszali wiosną, a na zimę wracali do Starego Zamku, ale tego roku wyjątkowo wybierali się ze swoim składem aptecznym tuż przed zimową porą.
Wracali do Zamku, kiedy ich pies, Jacko, pognał w stronę lasu.
– Zmierzcha – Maggie otrząsnęła się z zimna. – Wracajmy zanim zrobi się zupełnie ciemno.
– Gdzie ten pies biegnie? – Gary zatrzymał się zaniepokojony, że Jacko zniknie im z oczu. – Patrz! Tam ktoś leży! Pod tymi drzewami!
Na skraju Puszczy zobaczyli skuloną pod drzewem postać.
– Różdżka? – zdziwiła się Maggie. – To czarownica! Co ona tu robi?
– Nigdy jej nie widziałem – Gary przyglądał się nieznajomej. – Musiała uciekać przez Las. Z Kislenaaru…
– Nikt rozsądny nie wchodzi do Lasu w taką pogodę!
– Chyba, że musi. Może nie miała wyjścia…
Maggie westchnęła ciężko:
– Nie możemy jej tu zostawić. Zabierzmy ją do Starej Chaty. Gloria powinna jeszcze tam być. Kończyła pakować swoje księgi przed wyjazdem do Akademii.






Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
