[tymczasowe obozowisko u podnóża gór]
– Martwię się o nią – Etril zerkając przez ramię, zwrócił się do Wiedźmy przygotowującej nad ogniskiem rozgrzewający napar. – Wzięła pierwszą wartę i nie dała się przekonać, żeby choć trochę się wcześniej kimnąć…
Wiedźma wiedziała, że próby przekonania Astrid do czegokolwiek nie mają najmniejszego sensu – znała ją, jak i wcześniej jej ojca i babki, ale podzielała obawy młodego wojownika. Z wyczerpanym dowódcą daleko nie zajadą.
– Zajmę się nią. Wystaw kogoś innego.
Etril odszedł w stronę siedzących przy ognisku ludzi, a jego rozmówczyni sięgnęła po imbryk z gotowym napojem i ruszyła powoli ku wpatrującej się w niebo dziewczynie.
– Astrid – zagadnęła cicho. – Przyniosłam ci ziółka.
Astrid ciężko westchnęła.
– Myślisz, że naprawdę Duchy Przodków wspierają nas… gdzieś… stamtąd?
– Ja to wiem, kochanie – Wiedźma dolała do kubka aromatycznego płynu. – Ale nawet Duchy Przodków nie wyręczą nas w tym, co mamy tu zrobić. A ty musisz bezpiecznie doprowadzić ludzi na miejsce. Teraz ty jesteś głową Klanu. Zbyt wiele na ciebie spadło. Tak niespodziewanie…
– Moira – dziewczyna spojrzała na nią wzrokiem pełnym bólu i niepewności. – Czy ja dam radę?
Moira pogładziła ją po włosach.
– Dasz. Ty zajmiesz się ludźmi. A ja tobą. Jak zawsze. A teraz wypij zioła i prześpij się nieco. Chłopaki wzięli pierwszą wartę. Potrzebują rano sprawnego dowódcy. Nie zawiedź ich – uśmiechnęła się przebiegle. Jak zawsze.







Odkryj więcej z Wiedźmiświat
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
